s t r o n a   o   n a d z i e i












Jak się modlić, by Bóg nas wysłuchał?




Każdy z nas chce być szczęśliwy. Potrzebujemy do szczęścia obecności kochanego człowieka, zaspokojenia potrzeb życiowych, zdrowia, przyjaciół... Kiedy brakuje nam czegoś albo za kimś tęsknimy, prosimy Pana Boga, żeby nam to dał. Jest to wyraz naszego zaufania do Niego, wiary, że nas kocha i chce naszego szczęścia, i że jest wszechmocny, więc nie ma takiej rzeczy, która byłaby dla niego niemożliwa do zrobienia. Co więcej, Pismo Święte w wielu miejscach zachęca nas do proszenia Boga o to, czego potrzebujemy, i zapewnia, że nasze modlitwy zostaną wysłuchane. Chociażby w Ewangeliach można znaleźć przypowieści, w których Jezus zapewnia o skuteczności wytrwałej modlitwy, jak ta o niesprawiedliwym sędzi, który skapitulował przed natarczywą wdową i wziął ją w obronę czy o człowieku, który w środku nocy walił do drzwi przyjaciela, żeby pożyczyć chleba. Także modlitwa „Ojcze nasz”, którą Jezus podał jako właściwy sposób zwracania się do Boga, składa się wyłącznie z próśb.

A jednak nie zawsze otrzymujemy to, czego tak pragniemy, nawet gdy się o to długo i wytrwale modliliśmy. Kochany człowiek umiera albo odchodzi, chorujemy, jesteśmy samotni, nie możemy znaleźć pracy, nie starcza nam na życie... Jest to bardzo trudna sytuacja, w której nasza wiara w dobroć, miłość i wszechmoc Boga zaczyna się walić. Rodzi się bunt — tym większy, im ufniej Mu wcześniej wierzyliśmy, podejrzenia, że nie zależy Mu na naszym szczęściu, że złośliwie bawi się nami jak zabawką albo specjalnie utrzymuje nas w nieszczęściu, żeby zmusić nas do błagania o litość. Zdarza się, że po takim rozczarowaniu ludzie w ogóle odchodzą od wiary w Boga. Inni z kolei usiłują znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego Bóg nie wysłuchał ich modlitwy. Chcę tu przytoczyć jedną z tych odpowiedzi, którą przypisuje się rzymskiemu filozofowi Senece. Na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo szorstka i twarda, ale jeśli odłoży się na bok to pierwsze, negatywne wrażenie, można zauważyć, że rzuca ona sporo światła. W każdym razie mnie ta maksyma pomogła odczytać sens wielu trudnych chwil w moim życiu. Brzmi ona: Quia mali, male, mala petimus — ponieważ prosimy źli, źle i o złe rzeczy. Oczywiście każde z tych określeń wymaga omówienia i wyjaśnienia.

       

Prosimy źli?

Chyba najwięcej wątpliwości budzi pierwsze określenie, źli. Oczywiście nie chodzi o to, że jesteśmy źli jako tacy, albo, jeszcze gorzej, że Bóg zachowuje się jak toksyczny rodzic, który nie daje dziecku obiadu, bo przyniosło ze szkoły jedynkę zamiast szóstki. Każdy z nas jest jedynym, wyjątkowym, ukochanym i dobrym dzieckiem Boga — przecież w opisie stworzenia jest napisane: „i widział Bóg, że wszystko, co stworzył, było bardzo dobre”. „Źli” oznacza tutaj natomiast tyle, co „grzeszni”. Nie ma tu miejsca na długi wykład na temat, czym jest grzech, dlatego napiszę jedynie skrótowo, że jest to świadome i dobrowolne odrzucenie miłości Boga.

A więc słowo „źli” należy w tym powiedzeniu rozumieć w ten sposób, że zanim zaczęliśmy Boga o coś prosić, sami nie zrobiliśmy tego, o co On nas prosił — na przykład o naszą miłość, o poświęcenie Mu czasu, o nieskrzywdzenie drugiego człowieka, o pomoc komuś, kto jej akurat potrzebował... I może się zdarzyć, że to jest właśnie powód, dla którego z kolei nasza prośba nie zostaje wysłuchana. Mam nadzieję, że teraz jest to już jaśniejsze — jeśli odrzuciliśmy miłość Boga, powiedzieliśmy mu świadomie „nie”, to jakby „nie nadajemy na tych samych falach”. Niewysłuchanie naszej modlitwy to nie jest złośliwość Boga, tylko po prostu nie mamy z Nim wspólnego języka, jak małżeństwo po wielkiej kłótni. Proszenie kogoś o coś bez pogodzenia się, jeśli wcześniej się z nim strasznie pokłóciło, nie działa nawet w relacjach z drugim człowiekiem, a Bóg jest przecież bardzo konkretną Osobą. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie...

Co zrobić w takiej sytuacji? Przyznać, że się zrobiło źle, i przeprosić, a więc w odniesieniu do Boga — pójść do spowiedzi, a przynajmniej uznać swój grzech i za niego żałować, jeśli ze względu na jakieś okoliczności wiemy, że nie możemy liczyć na rozgrzeszenie, i nie mamy na razie pomysłu na wyjście z tej sytuacji. No i oczywiście prosić Pana Boga, aby pomógł nam takie wyjście znaleźć...


O złe rzeczy

„O złe rzeczy” — jest to bardzo obszerne zagadnienie, ale najbardziej skrótowo można je ująć w taki sposób, że Bóg wie lepiej od nas, co jest dla nas dobre. To stwierdzenie budzi instynktowny sprzeciw, a jednak z reguły to my sami najmniej wiemy, co jest dla nas dobre; często trafniej oceniają naszą sytuację nasi przyjaciele i otoczenie, a co dopiero Bóg, który wie wszystko. Tymczasem my najczęściej wymyślamy w szczegółach dokładny plan, a Panu Bogu mówimy: „Zrealizuj to, a jak nie, to znaczy, że mnie nie kochasz”. Ale ten plan niekoniecznie da nam szczęście, nawet jeśli w tej chwili jesteśmy całkowicie przekonani, że właśnie tak.

Możemy bowiem rozpoznawać coś jako dobre dla nas, podczas gdy nie będzie to rzeczywistym dobrem, tylko wręcz przeciwnie — złem. Na przykład zakochana dziewczyna często nie wyobraża sobie w ogóle życia bez ukochanego mężczyzny, ale przecież nie oznacza to, że ich związek na pewno da im obojgu szczęście — mogą na przykład być zupełnie niedobrani pod względem wyznawanych zasad, charakterów i zainteresowań i ich małżeństwo byłoby pasmem nieszczęść. Tylko krowa nie zmienia poglądów, jak mawiała moja mama; plany i zainteresowania się zmieniają, a stan zakochania w jednej osobie może trwać najwyżej 5–7 lat, jak udowodnili amerykańscy biochemicy (zupełnie poważnie, był kiedyś na ten temat wyczerpujący artykuł w „Świecie Nauki”). Włosy stają mi na głowie na myśl, jak okropne by było, gdybym wyszła za mąż za niejakiego P., w którym byłam śmiertelnie zakochana w liceum. Ile czasu się modliłam, żeby został moim mężem, a teraz dziękuję Panu Bogu, że to się nie stało. A wtedy wydawało mi się to tragedią... Tak samo jak to, że wyrzucili mnie z pewnej pracy czy że nie dostałam się na studia doktoranckie. Tymczasem wkrótce moje plany życiowe się zmieniły i studia stałyby się dla mnie kulą u nogi.

Dlatego jeśli modlimy się o coś konkretnego, jak dostanie się na określone studia czy odwzajemnienie uczuć przez osobę, w której się zakochaliśmy, to warto spróbować zrezygnować z upierania się przy tym, żeby stało się dokładnie tak, jak my chcemy. Lepiej zaufać i pozostawić Bogu pewną przestrzeń, po prostu zawierzyć Mu daną sprawę, relację, człowieka. Zostając przy przykładzie zakochanej dziewczyny, może ona się modlić tak: „Boże, kocham X, tęsknię za nim. Powierzam Ci jego i moją miłość. Proszę Cię o jego miłość. Ufam Ci, że będziemy mogli być razem, jeśli tylko będzie to dla nas dobre”.


Modlimy się źle...

„Prosimy źle” oznacza z reguły: bez wytrwałości, bez gorącego pragnienia. Chodzi tu o sytuację, w której na czymś nam zależy, zaczynamy się o to modlić, ale wkrótce się okazuje, że coraz częściej zapominamy o tej sprawie, a nawet jeśli pamiętamy, to najwyżej wspominamy od czasu do czasu bez większego zaangażowania: „Aha, i spraw jeszcze, Panie Boże, żeby ciocia Helenka dostała pracę”. A skoro tak, to znaczy, że nie zależało nam na tym tak naprawdę, nasze pragnienie było raczej przejściową zachcianką.

„Prosimy źle” może także oznaczać, że nie zachowujemy odpowiedniego szacunku wobec Boga. Modlimy się niedbale albo zwracamy się do Boga tylko wtedy, gdy mamy interes, a nigdy Mu nie dziękujemy i nie oddajemy Mu chwały, czyli faktycznie traktujemy Go jak automat z napojami: wrzucam modlitwę — wylatuje spełnienie prośby. A jeśli nie wylatuje? To kopiemy automat, który pożarł 2 złote, a cola nie wyleciała, albo awanturujemy się jak trzyletnie dziecko w sklepie, które wrzeszczy i bije mamę pięściami, bo odmówiła kupienia lizaka. Takie postępowanie Boga rani i obraża, trudno więc oczekiwać spełnienia naszej prośby, zresztą jak każdy grzech, uderza ono przede wszystkim w nas, a nie w Boga: Jeśli celem mojej modlitwy jest to, żeby coś uzyskać, to oznacza to, że moja wiara w Boga opiera się na tym, że ma On robić to, czego ja chcę, a nie na tym, że chcę Go bezinteresownie wielbić. A więc Bóg nie jest na pierwszym miejscu w moim życiu, tylko na przykład jakiś człowiek lub rzecz, a Bóg staje się narzędziem, które ma to zapewnić.

Zauważyłam, że ludzie postępujący w ten sposób z reguły są nieszczęśliwi i nie dostają tego, czego chcą. Kiedy bowiem stawiamy ludzi i rzeczy przed Bogiem, to to, co miało być dla nas błogosławieństwem, staje się przekleństwem. Jak zauważył święty Augustyn, „kiedy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu”.


Ojciec wasz da to, co dobre...

Na koniec jeszcze kilka cytatów z Pisma Świętego, które przybliżają odpowiedź na pytanie, jakich próśb wysłuchuje Bóg.

„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą”. Warto tutaj podkreślić słowa: „da to, co dobre”.

„Ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą. A jeśli wiemy, że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni jesteśmy również posiadania tego, o cośmy Go prosili”. Kluczowe słowa tutaj to: „zgodnych z Jego wolą”. Nie znaczą one, że Bóg zawsze robi złośliwie co innego, niż chcemy. Bóg jest miłością i jest też wszechwiedzący, dlatego wie, co jest dla nas dobre, i tego dla każdego z nas chce. Są takie rzeczy, które są bez wątpienia zgodne z wolą Bożą, np. czyjeś nawrócenie, uwolnienie od zniewolenia (które jest zawsze działaniem szatana), zbawienie, prośba o Ducha Świętego. I o te właśnie rzeczy powinniśmy się przede wszystkim modlić, bo one są największymi wartościami, a nie to, czy się studia skończyło, wyszło za mąż za Iksińskiego itd. Można wtedy ufać, że Bóg wysłucha takiej modlitwy (nie oznacza to oczywiście, że z pewnością zobaczymy efekt na własne oczy, bo może on nastąpić np. po latach). Ale jeśli np. prosimy o uzdrowienie z choroby, to nie można już powiedzieć, że możemy zawsze spodziewać się spełnienia takiej prośby — bo może się zdarzyć, że Bóg chce się posłużyć tą chorobą na przykład dla czyjegoś nawrócenia.

„Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami. Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej” — czyli Pan Jezus obiecuje, że spełni się wszystko, o co poprosimy, ale wiąże to jednoznacznie z przynoszeniem owocu, trwaniem w Jego miłości i zachowywaniem przykazań. A przykazania nie są złośliwymi zakazami, lecz mają rozszerzać dobro i miłość, chronić ludzi przed wyrządzaniem sobie nawzajem zła. Największe przykazanie to: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nawiasem mówiąc: „jak siebie samego” oznacza: ani mniej, ani więcej. Najpierw masz kochać siebie, a bliźniego tak samo.

No i na koniec mój ulubiony tekst z Kazania na górze: „Szukajcie wpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane”.



Wiele osób stosuje tak zwane „modlitewne środki specjalne”. Z tymi, których ja używam, możecie się zapoznać w tajnym Kąciku środków specjalnych. Więcej na temat proszenia i modlitwy można przeczytać w tekstach pt. „Proszenie bez rozczarowania” oraz „O potrzebach i niedostatkach, które wiodą nas do Boga”.



Październik 2006


Modlitwa nieznanego żołnierza Konfederacji


Prosiłem Boga o siłę, aby triumfować;
On dał mi słabość, abym nauczył się smaku rzeczy małych.
Prosiłem o zdrowie, aby robić rzeczy duże;
On zesłał mi chorobę, abym robił rzeczy lepsze.
Prosiłem Go o bogactwa, aby być szczęśliwym;
On dał mi ubóstwo, abym był wrażliwym i mądrym.
Prosiłem o władzę, aby ludzie liczyli na mnie;
Dał mi słabość, żebym potrzebował tylko Boga.
Prosiłem Go o towarzysza, aby nie żyć samemu;
On dał mi serce, zdolne kochać wszystkich braci.
Prosiłem o wszystko, aby cieszyć się życiem;
On dał mi życie po to, abym mógł cieszyć się wszystkim.
Nie dostałem niczego, o co prosiłem;
Ale mam wszystko, czego mogłem oczekiwać
Chociaż mówiłem coś przeciwnego, Bóg mnie wysłuchał
I jestem najszczęśliwszym z ludzi.





Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl