s t r o n a   o   n a d z i e i












Wdowi grosz




Z Ewangelii wg św. Łukasza: Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł: «Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie».



W jednym z filmów Jana Jakuba Kolskiego głównym bohaterem jest brat zakonny o wdzięcznym imieniu Zdrówko. Prostaczek, trochę gbur, prawie nigdy się nie uśmiecha. Jego zakonne życie jest bardzo proste i zupełnie nieatrakcyjne: gotuje, sprząta, naprawia, dogląda klasztornego gospodarstwa... Jego wiara jest równie prosta i chyba nawet trochę naiwna. Obok niego żyją mnisi, z których przynajmniej jeden uchodzi za świętego. Asceta — milczy, pości, modli się, a zdarza mu się podczas modlitwy nawet lewitować! Wydaje się, że naprawdę osiągnął szczyty duchowej doskonałości, niemalże złapał Pana Boga za nogi. Tylko że pod koniec całej historii okazuje się, że prawdziwym świętym jest ów prosty i surowy braciszek, którym do tej pory nikt za bardzo nie zawracał sobie głowy. Nikt oprócz Boga.

W naszym życiu czasem możemy mieć pokusę chowania się po kątach, schodzenia z oczu innym, bo tak bardzo jesteśmy przekonani o naszej niewielkiej wartości, o naszej słabości. Wmawiamy sobie, że sami posiadamy tak mało, iż nikomu niczego nie możemy z siebie ofiarować — za mało w nas miłości, za mało pobożności, za mało czystych intencji, kiedy podejmujemy się różnych działań. No po prostu sama bieda! I być może myślimy, że nie wypada przecież stawać przed Bogiem i ludźmi z niemalże pustymi rękami — żeby dawać, trzeba najpierw samemu mieć całkiem sporo!

Na domiar złego, być może są jeszcze tacy, którzy utwierdzają w nas to poczucie naszej pustki i nędzy — tacy „duchowi przewodnicy”, którzy ciągle widzą w nas jakieś braki i niczego dobrego dostrzec nie potrafią. Pewnie z tego powodu nieraz zdarza się nam napinać mięśnie i zaciskać zęby, żeby w naszym życiu, także tym duchowym, choć trochę postąpić naprzód, coś osiągnąć — coś dobrego, czym w końcu moglibyśmy się pochwalić, co moglibyśmy ofiarować innym. To naprawdę bardzo dobrze, że mamy świadomość, jak wiele czeka nas pracy nad samymi sobą, jak bardzo jeszcze musimy się nawracać! Tylko że ta świadomość nie powinna nas zamykać i izolować! Pan Bóg i ludzie wokół nas nie chcą czekać na moment, kiedy staniemy się doskonali, bo być może on nigdy nie nastąpi! Oni chcą, abyśmy wyszli im naprzeciw tacy, jacy jesteśmy tu i teraz! Także z naszą biedą!

O tym jest właśnie dzisiejsza Ewangelia. Uboga wdowa wrzuca do świątynnej skarbony dwa drobne pieniążki. Były to tak zwane leptony, czyli prawie bezwartościowe monety bardzo niestarannie wykonane z miedzi lub mosiądzu – posiadali je naprawdę najbiedniejsi obywatele ówczesnej Palestyny. I właśnie takim nędznym pieniądzem postanowiła podzielić się z innymi owa kobieta. Zapewne zdawała sobie sprawę z tego, że ta jej suma jest po prostu śmieszna, przy tych, które ofiarowali ludzie naprawdę bogaci. Ale ona sama nie miała niczego więcej, dała wszystko! I tylko na nią zwrócił uwagę Chrystus, mówiąc, że to właśnie ona do skarbony wrzuciła najwięcej. Bo dała szczerze, czystym sercem i dużo ją to musiało kosztować. Nie czekała, aż — może kiedyś — będzie miała więcej; i to właśnie tę jej wewnętrzną postawę dostrzegł Chrystus. To ona, a nie suma ofiarowanych pieniędzy, była najważniejsza!

I jestem przekonany, że każdy z nas może starać się naśladować postawę tej ubogiej kobiety. Każdy z nas może ofiarować innym coś z tego dobra, które już w sobie posiada. Nawet, jeżeli wydaje się, że nie ma tego zbyt wiele — nie warto czekać. Nie warto skupiać się na samych sobie, ale warto zaufać Chrystusowi i prosić go, aby nas przemieniał — abyśmy stawali się lepsi, bardziej kochający zarówno Jego, jak i tych, którzy są wokół nas. Ale tu i teraz trzeba dawać innym to, co w nas już jest dobre i piękne.

A więc co powinniśmy zrobić? Wydaje się to dość proste: poszperajmy czasem w naszych kieszeniach, to znaczy w naszych sercach, w poszukiwaniu tych drobnych pieniążków, które na pewno tam mamy. A potem wrzućmy je do skarbony i nie za bardzo przejmujmy się tym, że ktoś może powiedzieć — „to za mało”, „to prawie bez żadnej wartości”. Jeżeli to jest akurat wszystko, co w tej chwili posiadamy, jeżeli dajemy to szczerym sercem, z miłością, to te marne grosze w Bożych oczach zamienią się naprawdę w wielki skarb. Amen.


Maciej Niedzielski OP



Listopad 2008




Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl